Lekko nie było, ale daliśmy radę.

Nawet pomimo tego, że główny organizator zdezerterował w ostatniej chwili!

Co do poziomu imprezy, to żeby go podnieść w stosunku do zeszłego roku, trzeba by utopić w jeziorze przynajmniej dwa samochody i na na tyle uszkodzić przynajmniej trzy osoby żeby SOR się nimi zainteresował.

Może za rok się uda!

A tym razem było bardzo spokojnie. Poza tym, że ktoś mi kurczaki zajeb.ł z grilla chyba innych incydentów nie odnotowano.

Przy okazji, to sorry za tego focha i rzucanie w nocy garczkami i latarkami, ale te moje fileciki były już tak pięknie dopieczone...

Niech szczeźnie ten kto mi je zeżarł!

Z innych ciekawostek, to była to pierwsza Pustynna Burza z profesjonalnym pokazem sztucznych ogni! Moris jesteś wielki!

Co do nagród bez konkursów, to nawet nie wiem, komu je wręczyłem, ale rano zostały z nich tylko puste butelki.

Na przyszłorocznym plakacie bezapelacyjną i jednogłośną decyzją uczestników manewrów oraz grona organizatorskiego pojawi się Hellik i Marzena.
A przy okazji korzystając z okazji jeszcze raz dziękuję Stowarzyszeniu Motocyklistów Grupa Południe i Martynie za wsparcie imprezy dzięki, któremu grille i ognisko płonęły całą noc i poranek, a pragnienie można było ugasić jak co roku doskonałym markowym bułgarskim winem marki Sophia i wodą mineralną , której nazwy nie pamiętam, bo podobnie jak kurczaka ktoś nam ją z lodówki nad ranem podprowadził.
Do następnego! Oby równie udanego!
