Yamaha Fazer 1000' 2003

Moderator: Bacher

Awatar użytkownika
KARBIKER
KGP 80
KGP 80
Posty: 292
Rejestracja: ndz paź 23, 2005 7:08 pm
Imię: Karol
Sprzęt: FZS 1000 '03
Lokalizacja: Chrzanów/Kraków
Kontakt:

Yamaha Fazer 1000' 2003

Post autor: KARBIKER » ndz mar 08, 2009 1:46 pm

OGÓLNE:

Model: Yamaha FZS 1000 Fazer
Kategoria: Naked bike

SILNIK:

Typ: 4-ro suw
Układ: 4-ro cylindrowy, rzędowy
Pojemność skokowa: 998 ccm
Średnica x skok tłoka: 74.0 x 58.0 mm
Stopień sprężania 11,4:1
Rozrząd: DOHC 5 zaworów/cylinder
Maksymalna moc: 143.00 KM (105 kW) przy 10000 obr/min z K&N + 5 KM
Maksymalny moment obrotowy: 106.00 Nm (78.2 ft.lbs) przy 7500 obr/min
Zapłon TCI DENSO
Zasilanie: 4 gaźniki Mikuni
Starter: Elektryczny
System chłodzenia: Ciecz

PRZENIESIENIE NAPĘDU:

Skrzynia biegów: 6-cio stopniowa
Sprzęgło: wielotarczowe, mokre
Napęd tylnego koła: łańcuch

HAMULCE:

Przedni hamulec: podwójna tarcza 298 mm
Tylny hamulec: pojedyncza tarcza 267 mm

OGUMIENIE:

Przednia opona: 120/70-ZR17
Tylna opona: 180/55-ZR-17

WYMIARY i MASA:

Długość: 2125 mm
Szerokość: 765 mm
Wysokość: 1190 mm
Rozstaw osi: 1450 mm
Wysokość siedzenia: 820 mm
Pojemność zbiornika paliwa: 21 l (w tym 3.5 l rezerwy)
Masa sucha: 208 kg
Masa pojazdu gotowego do jazdy: 231 kg

OSIĄGI:

Prędkość maksymalna: 260 km/h
Przyspieszenie: 0-100 km/h 2,9s, 0-200 km/h 9,6s
Średnie zużycie paliwa: 5-7 l/100km
Stos. mocy do masy: 0.6875 KM/kg

DANE OBSŁUGOWE:

Przegląd techniczny co: 40 tys. km, gaźniki oraz zawory (regulacja na płytkach)

Wymiana oleju co: 10 tys. km 2,8l z filtrem: 3,1 l. 10W40

KOMENTARZ

Plusy:

- mocny silnik
- niezawodna i trwała konstrukcja
- długie okresy między serwisowe
- stosunkowo niskie spalanie jak na litra
- łatwość prowadzenia
- wygodna kanapa, dobra pozycja kierowcy oraz pasażera
- bardzo dobre hamulce
- więcej niż dobre osiągi
- dobre zawieszenie z możliwością regulacji
- posiada charakter uniwersalny

Minusy:
- niewystarczająca ochrona przed wiatrem przy dużych prędkościach

Silnik ma mocy pod dostatkiem, w końcu to R1 tylko inaczej zestrojone, korci, żeby odkręcić. Zawieszenie temu sprzyja, też podobne jak w R1. Jest regulowane dobicie, odbicie i napięcie wstępne - przód i tył. Mały Fazer się świetnie prowadzi, a duży jeszcze lepiej, żeby nie powiedzieć miodnie. Wprawdzie jak wsiądziesz na sporta to czujesz różnicę na winklach, bo geometria ramy robi swoje. Ale ja tam jak byłem w Harmancu to nie miałem kompleksów .Hamulce też pierwsza klasa, jak to w fazerach :-)
Łatwo dostać stelaże pod kufry, kanapa wygodna, podnóżki dla pasażerki w dobrym miejscu. Mocy na trasie nie brakuje, praktycznie z każdego biegu wyprzedzasz jak trzeba, od 4-rech tysięcy idzie. Od 8-miu zapier... :-)

Źródła: Opinia by DrFugazi

Reasumując, Yamaha Fazer 1000 jest motocyklem dla amatorów zarówno kontemplacyjnej jazdy, jak i sportowych wrażeń. To nie lada sztuka, aby stworzyć uniwersalny, wygodny motocykl zarówno do codziennej jazdy, jak i dalekich podróży, który będzie zachowywał się stabilnie również przy wysokich prędkościach. I nie da się ukryć, że właśnie to jest dla niektórych najważniejsze; aby w realnym, szosowo-ulicznym świecie, mieć okazję do sportowej rywalizacji.

Źródła: www.motogen.pl
Zmieniać poglądy bez przymusu-świadectwo rozwoju;pod przymusem-sztuka przystosowania, też wysiłek. www.polishbanditcrew.pl
Demoludy-->Jincheng Knight-->GS 500E-->Bandit 600S-->Fazer 1000-->...cdn?

Awatar użytkownika
Bacher
mod
mod
Posty: 657
Rejestracja: wt mar 27, 2007 4:53 pm
Sprzęt: GSX-R
Lokalizacja: Oświęcim/Kraków

Post autor: Bacher » pt kwie 10, 2009 4:53 pm

Zdaje się, że stare powiedzenie „Jeżeli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego", dużego Fazera po prostu nie dotyczy

Fazer to znany z filmu „Star Trek" mały miotacz wiązki laserowej. Załoga legendarnego statku Enterprise doceniła szybkość, niezawodność oraz skuteczność tej broni i chętnie używała jej do przypiekania tyłków przedstawicielom wrogich, obcych cywilizacji. Fazer dla Yamahy był kurą znoszącą złote jaja. Zwłaszcza 600-tka cieszyła się i cieszy nadal niesłabnącą popularnością, a jej zdjęcie powinno zagościć w encyklopedii obok hasła „uniwersalny". Kury znoszącej złote jaja się nie zabija, ale co stoi na przeszkodzie, aby ją ulepszyć? Tak więc po dziesiątkach porcji sushi i litrach sake, skośnookich olśniło. „Zróbmy to większe!" - rzekli, a następnie wzięli z półki silnik ze starej, wściekłej R1, nauczyli go manier i ubrali w wygodniejsze ciuchy. Tak oto w roku 2001 światu ukazał się FZS1000, zwany Kilofazerem. W założeniu miał posiadać wszystko to, co sześćsetka plus moc i moment obrotowy w każdym momencie. Na facjatach zwolenników szybkiej turystyki zagościł uśmiech. Czy zabieg „L na XXL" można uznać za sukces?

Aparycja

Pierwsze spojrzenia są obiecujące. Od razu widać „yamahowski" ołówek. Z przodu motocykl patrzy na nas lampami w kształcie oczu ospałego kociaka. Cały front Fazera, patrząc z boku, dobrze komponuje się z linią motocykla. Umiarkowanych rozmiarów zbiornik paliwa posiada liczne przetłoczenia i jest dość kompaktowy, jak zresztą cała konstrukcja. Tylna część motocykla zasługuje na solidną pochwałę. Zadupek zdecydowanie należy do najładniejszych w seryjnych maszynach. Co ciekawe, pomimo ostrej stylizacji, pasażer ma zaskakującą ilość miejsca, jest też sporo możliwości przymocowania bagażu. Ta ostatnia opcja okaże się wyjątkowo przydatna. Potężna stalowa rama oplata niczym wąż boa silnik zapożyczony ze spokrewnionego supersporta. Całość prezentuje się naprawdę solidnie i agresywnie. FZS1000 nie należy do gigantycznych motocykli, mikrusem też trudno ją nazwać. Sprawia raczej wrażenie zaprojektowanej przy użyciu cyrkla, kątomierza i linijki i jest niezwykle zwarta. Skojarzenia ze sportem i szybkością są nieuniknione. O ile sport w typowym znaczeniu odchodzi tu na drugi plan, szybkość będzie dość często używanym słowem.

Raz, dwa, trzy, Fazer!

Zasiądź za sterami i krzyknij „wygodny!". Pozycja jest komfortowa, nie wymusza nieludzkiego ugięcia nóg czy kręgosłupa. Tutaj siedzi się, jak na sprawdzonym fotelu. Kierownica jest położona dość wysoko, a ręce opadają na nią zupełnie swobodnie. Wszystko jest dokładnie tam, gdzie być powinno. Kokpit jest schludny, czytelny i dostarcza wszystkich niezbędnych informacji. Prędkościomierz wyskalowany do 280 km/h sugeruje, że zwolennicy skurczów nadgarstkowych też będą zadowoleni. Lusterka zainstalowane są dość wysoko, a przy tym na długich wysięgnikach, więc nie tylko są funkcjonalne, ale też pomocne podczas przeciskania się w korkach. Kanapa nie jest przesadnie miękka, ale wygodna i co najważniejsze, znajduje się stosunkowo nisko. Krótkonodzy będą zadowoleni.

Po odpaleniu silnika, do naszych uszu dobiega przyjemny warkot. Warkot 143 konnej jednostki napędowej, pochodzącej w prostej linii z flagowej R1. Moc, mimo, że oddawana jest raczej spokojnie i stopniowo, bez żadnego wybuchu, jest w stanie zaspokoić młodą żądzę adrenaliny i wyleczyć z kryzysu wieku średniego. Silnik ciągnie bez jakichkolwiek sprzeciwów już od samego dołu, ma się wrażenie, że moc jest idealnie dozowana poprzez najmniejsze ruchy nadgarstka. Doktor Jeckyl stopniowo, acz stanowczo zmienia się w Mr Hyde'a. Maksymalna wartość momentu obrotowego wynosi 105 Nm i dostępna jest przy 7500 obr/min, podczas gdy moc 143 KM Fazer rozwijana jest przy 10000 obr/min. Swoją charakterystyką silnika Fazer aż nakłania do sunięcia na najwyższym biegu. Uczucie braku mocy jest tutaj całkiem obce. W każdej chwili można (nie zmieniając biegu) odkręcić manetkę gazu i żwawo odjechać, delektując się hukiem z układu wydechowego.

Chcesz wyskoczyć gdzieś w weekend? Podróż będzie miała przynajmniej 300 km? Fazer 1000 jest odpowiednim sprzętem do tego zadania. Uwydatnią się tutaj nie tylko zalety typu świetna podatność na wszelkie dłuższe wojaże, ale też wyjątkowa łatwość prowadzenia, co akurat przy masie 208 kg nie musi być takie oczywiste. Komfort użytkowania litrowego Fazera stoi na bardzo wysokim poziomie. Czy to podczas codziennych dojazdów do pracy w zatłoczonej, miejskiej dżungli, czy podczas szturmowania ulubionych bocznych dróg. Nisko położone siedzenie pozwala się niejako „wtopić" w motocykl, a co za tym idzie, daje to doskonałe poczucie totalnej kontroli nad sprzętem. Wszyscy chyba już zdążyli się oswoić ze stwierdzeniem, że turystyka jest powołaniem wszystkich sprzętów z rodziny Fazer. Nie inaczej jest w przypadku tysiąca. Wspomniana wcześniej kanapa i nieźle chroniąca przed wiatrem owiewka okazują się wyjątkowymi sprzymierzeńcami podczas nawijania kolejnych dziesiątek kilometrów. „Nieźle chroniąca przed wiatrem" nie oznacza oczywiście całkowitej protekcji. Po przekroczeniu 170 km/h powinniśmy spodziewać się turbulencji. Szkoda, że Yamaha nie dopracowała lepiej tego elementu. Kiedy jednak igła prędkościomierza będzie pokazywała bardziej sensowne prędkości, wyniki typu 10 godzin jazdy, bądź 500 km jednym cięciem nie powinny być żadnym problemem.

Otwarte drogi to środowisko naturalne Kilofazera. Podczas swobodnego przemieszczania się po długich łukach z wydechu nie dobiega do nas żaden ryk czy gwałtowne szczekanie, wszystko odbywa się płynnie, spokojnie. Jednak w motocyklu tak mocno spokrewnionym z R1, nie można odmówić sobie przycierania ślizgacza. Tu pojawia się problem. Nie, nie chodzi o to, że się nie da. Da się i to sprawnie, ale o ile zawieszenie podczas spokojnej jazdy dobrze spełnia swoją funkcję i starannie wybiera nierówności na drodze, jeżeli chcesz winkle pokonywać w iście sportowym stylu, nie obejdzie się bez śrubokręta i dłubania w ustawieniach. Odbicie widelca i tylnego amortyzatora jest raczej kiepskie, więc przed próbami zamykania koła w zakręcie warto spędzić trochę czasu na regulacji. Hamulce również są transplantowane z R1 i bardzo dobrze, ponieważ powszechnie wiadomo, że są one w stanie zatrzymać rozpędzoną ciężarówkę. Czterotłoczkowe zaciski i tarcze 298 mm z przodu i dwutłoczkowy zacisk oraz tarcza 268 mm z tyłu dobrze radzą sobie z ważącym grubo ponad 200 kg motocyklem.

„W niebieskim narożniku ..."

Słowo „Fazer" w nazwie powinno być gwarantem pierwszego miejsca na podium. Owszem, zapewnia ono dodatkowe punkty, ale dziś żaden sukces nie przychodzi łatwo. Turystyki ze sportowym zacięciem to chwytliwy temat, więc FZS ma solidną konkurencję. Zacznijmy od Kawy ZRX 1200. Sprzęt na pewno nietuzinkowy i wzniecający ostre dyskusje co do designu, jednak z mocnym silnikiem. Użytkownicy narzekali w nim na niedostatki w zawieszeniu. Trudno nie wspomnieć o Suzuki Bandit 1200S, który swoim lokomotywowym silnikiem, odpornym praktycznie na wszystko zyskał sobie opinię nad wyraz pozytywną. Wielkie Skrzydło czyli Honda ma CB1300S, która również cechuje się niezawodnością i mięsistym silnikiem. Z rodzinnej stajni wywodzi się też znana i lubiana XJR 1300, z czynnikiem wyrywania rąk przy każdym dodaniu gazu. Wyjątkowo dociekliwe i uparte osoby mogły by też wymienić nowego Triumpha Tigera. Jak widać, Fazer łatwego żywota nie ma. Jest wprawdzie najmocniejszy z całej ferajny, ale czy to wystarczy? Sądzę, że bardziej od parametrów technicznych zamiłowanie do danej marki będzie czynnikiem decydującym przy zakupie sportowego turystyka.

Diabeł tkwi w szczegółach

Litrowy Fazer, pomimo że sprzętem jest naprawdę zacnym, nie jest pozbawiony wad. Przede wszystkim mam tu na myśli zawieszenie. Nie dość tego, widelec jest nieco za miękki, to tylny amortyzator nie wykazuje się przesadną trwałością. Warto te dwa elementy upgreadować, jeżeli myślimy na poważnie o sportowym wykorzystaniu Fazera. Czasami praca silnika na wolnych obrotach ma niewiele wspólnego z płynnością i słychać różne stuki, ale nie zawsze musi to być zwiastunem usterki. Po prostu trzeba się do tego przyzwyczaić. Rzadko, bo rzadko, ale zdarzały się pęknięcia króćców ssących, choć trudno nazwać to typową wadą.

Koniecznie przy zakupie używanej sztuki należy domagać się jazdy próbnej. Tylko wtedy bowiem można wyczaić ewentualne nieprzyjemności, ze skrzynią biegów na czele. Zdarza się, że po brutalnym traktowaniu drugi bieg lubi sobie wypaść, a to może się wiązać nawet z wymianą całej skrzyni. Jeżeli nie jesteśmy pewni historii pojazdu, bądź też nosi on ślady bliskiego spotkania z jakąś przeszkodą, od zakupu powinniśmy się wstrzymać. Niemniej jednak, odpowiednio serwisowane i zadbane Fazery będą wiodły żywot długi i niezawodny.

Podsumowanie

Ludziom z Yamahy trzeba przyznać jedno. Udało im się stworzyć jeżdżący synonim słowa „uniwersalny". W przypadku FZS 1000 dochodzi słowo „szybki". Założę się, że wielu motocyklistów zapytanych o szybkiego turystyka, ma w głowie właśnie Fazera. Wyjątkowo wygodna pozycja za sterami pozwala się zrelaksować, odprężyć i bez obaw o uraz kręgosłupa podróżować gdzie oczy poniosą. Silnik ze stadkiem 143 koni dba o to, aby jeździec nie zrelaksował się za bardzo i podnosi poziom jego adrenaliny przy każdym odkręceniu gazu, w razie potrzeby unosząc bez większych problemów przednie koło.

Jeżeli chcesz supersporta, kupisz R1, jeżeli chcesz połykać kilometry w ponadprzeciętnych ilościach, udasz się do salonu BMW. Ale co, jeżeli chcesz czegoś pomiędzy? Czegoś, co jest duże, ale nie przesadnie ciężkie, czegoś szybkiego, ale wygodnego, czegoś stylowego, ale nie choppera. W tym momencie pojawia się Fazer z odpowiedzią na wszystkie pytania. Tak oto rozwiązaliśmy tajemnicę sukcesu rynkowego FZS1000. Co ciekawe, sprzęt ten często jest wykorzystywany jako baza do budowy streetfighterów. Żwawy silnik, solidna stalowa rama, agresywna stylistyka (patrz zadupek) przemawiają zdecydowanie na korzyść wszelkich przeróbek. Aczkolwiek nawet bez nich Kilofazer prezentuje się hardo, nowocześnie i okazale. Podsumowując w jednym zdaniu: Yamaha FZS1000 to motocykl, który na trasie jest wygodnym turystykiem, w mieście staje się agresywnym, skorym do ulicznych walk streetfighterem, a na torze bezproblemowo wykręca całkiem niezłe czasy. Zdaje się, że stare powiedzenie „Jeżeli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego", dużego Fazera po prostu nie dotyczy.

PLUSY

- osiągi (trudno się dziwić przy silniku rodem z R1)
- wygodna, odprężona pozycja za kierownicą
- motocykl do tańca i do różańca, wielce uniwersalny
- zadziorna stylistyka

MINUSY

- niewystarczająca ochrona przed wiatrem
- niezbyt kulturalna praca na wolnych obrotach
- 208 kg suchej masy daje się czasami we znak


Tekst w całości zaczerpnięty z serwisu scigacz.pl
Orginalny artykuł i zdjecia do niego: http://www.scigacz.pl/Yamaha,FZS,1000,F ... ,8982.html

Awatar użytkownika
KARBIKER
KGP 80
KGP 80
Posty: 292
Rejestracja: ndz paź 23, 2005 7:08 pm
Imię: Karol
Sprzęt: FZS 1000 '03
Lokalizacja: Chrzanów/Kraków
Kontakt:

Re: Yamaha Fazer 1000' 2003

Post autor: KARBIKER » czw gru 29, 2011 4:12 pm

Na lepiej rozwiniętych rynkach motocyklowych testy długodystansowe dobrze spełniają swoje zadanie. Dzięki nim można poznać zalety motocykli, ale także wady, których nie da się dostrzec podczas prostego raportu z jazdy lub krótkiego testu. Najłatwiej byłoby sięgnąć po jeden z testów długodystansowych przeprowadzonych przez MOTORRAD. Jest tu jednak pewien haczyk – jakość dróg i natężenie ruchu u naszych zachodnich sąsiadów zasadniczo różnią się od naszych. Poddaliśmy więc Yamahę FZS 1000 Fazer sprawdzianowi na trasie o długości 25 000 km.

Wszechstronnie utalentowana „1000” od początku spisywała się bez zarzutu. Przez cały czas łączyła dynamikę z wysoką poręcznością – czołowa pozycja w tym segmencie nie jest więc przypadkowa. Yamaha jest niemal całkiem wolna od wad, więc konstruktorzy mogą spać spokojnie – poza jednym wyjątkiem, zauważone braki nie są godne wzmianki. A jeśli już o tym mowa, nie możemy pominąć kwestii przedniej owiewki, która chyba nie dość starannie została zbadana w tunelu aerodynamicznym. Wprawdzie gdy jedzie się poniżej 100 km/h nie ma to żadnego znaczenia, ale przy większych prędkościach wzmagają się turbulencje i powodują sporo hałasu. Powyżej 150 km/h tylko przyklejenie się do baku pozwala kierowcy uniknąć swobodnego powiewania na wietrze.

Przy mniejszych prędkościach pozycja kierowcy jest wygodna, także na dłuższą metę. Natomiast pasażer, mimo długich i wygodnych uchwytów na tylnej obudowie, nie może powiedzieć, że pozycja należy do najwygodniejszych. Jego podnóżki są umieszczone trochę za wysoko, a przy większych prędkościach jest on wystawiony na pęd powietrza. My mieliśmy też problemy z reflektorem. Podczas jazdy w dwie osoby światło mijania oślepiało nadjeżdżających z przeciwka. Skorygowanie ustawienia lampy za pomocą fabrycznego zestawu kluczy udało się z wielkim trudem.

Jednakże powyższe usterki wyczerpują listę wad i z radością przechodzimy do omawiania uroków Fazera, dokładniej mówiąc jego jednostki napędowej. O silniku można mówić tylko dobrze. We wszystkich fazach testu był tak niezawodny, że można podejrzewać udział szwajcarskich zegarmistrzów w konstruowaniu poskromionego silnika R1. Obojętnie, czy upał, czy też chłód albo deszcz, zawsze chętnie zapalał. Przy temperaturze poniżej 10° trzeba na dość długo włączyć ssanie. Z uwagi na kondycję silnika, warto przez chwilę rozgrzać go na wolnych obrotach. Przekładnia umożliwia płynną zmianę biegów i – podobnie jak układ hamulcowy – spisywała się bez zarzutu również po przejechaniu wielu tysięcy kilometrów. Hamulce są świetnie dozowalne, a punkt ich działania jest wyraźnie wyczuwalny. Kilka razy musieliśmy natomiast regulować ustawienie dźwigni sprzęgła, co było spowodowane rozciąganiem się linki. Zwłaszcza pod koniec testu, kiedy łańcuch był nieco mniej napięty, można było poczuć, że tarcze sprzęgła nie do końca się rozłączają, co utrudnia zmianę biegów.

Szeroki zakres użytecznych obrotów wpływa wyjątkowo korzystnie na zużycie paliwa. Ponieważ najczęściej pracuje on pomiędzy 3000 a 6000 obr./min, drzemiące w silniku rezerwy mocy tylko rzadko muszą być w pełni wykorzystywane. W mieście i na bocznych drogach zanotowaliśmy zużycie paliwa nieprzekraczające 5 l/100 km. Przy jeździe z prędkością do 150 km/h przez gaźniki przepłynęło 5,5 l benzyny na każde przejechane 100 km. Maksymalne spalanie wynoszące 6 i więcej litrów udało nam się uzyskać tylko podczas dłuższej jazdy na pełnym gazie po niemieckich autostradach, bo i tam zapuszczał się czasami nasz Fazer.

Po przejechaniu 11 325 kilometrów fabryczne ogumienie Metzeler ME Z4 zmieniliśmy na Metzeler Sportec M1. Głębokość bieżnika tylnej opony była wtedy na minimalnym dopuszczalnym poziomie 1,6 milimetra. Przednia opona miała jesz cze bieżnik o głębokości 2,6 milimetra, co teoretycznie powinno umożliwić pokonanie dalszych 3000 kilometrów. W tym czasie Fazer był używany w rozmaitych warunkach – od przejażdżek z prędkością 80 km/h do jazdy po autostradzie z prędkością 160 km/h. I zwłaszcza ta 1500-kilometrowa wyprawa po Niemczech przyczyniła się do sporego zużycia opon. Po zmianie ogumienia Fazer stracił odrobinę na zwrotności, jednak opony sportowe mają – przede wszystkim na mokrej nawierzchni – lepszą przyczepność. Niemal centymetrowy pas nienaruszonej gumy, jaki pozostał na brzegu przedniej opony przy jeździe po bocznych drogach, pokazał, że trudno jest osiągnąć granicę ich przyczepności. Przez jeden weekend Fazer był wykorzystywany do celów szkoleniowych na torze Hungaroring koło Budapesztu. Tam ze zdumieniem przekonaliśmy się, jak duża jest jego swoboda pochylenia oraz że nawet wówczas, kiedy już szoruje podnóżkami po jezdni, można nad nim świetnie panować. Doświadczony motocyklista może z łatwością narzucić mu tempo porównywalne ze sportowymi Yamahami R6 czy R1. Pod względem jakości podwozia i dynamiki jazdy, Fazer 1000 zalicza się do absolutnej czołówki naked bike’ów. Kiedy licznik wskazywał przebieg 22 720 kilometrów trzeba było ponownie wymienić tylną oponę. Głębokość bieżnika przedniej opony wynosiła wtedy jeszcze 3,4 mm.

Nasz test zakończyliśmy przy stanie licznika 25 142 kilometry. Fazer został rozkręcony i poddany dokładnemu przeglądowi. Stan części był zaskakująco dobry. Lakier i ogólnie zewnętrzne powierzchnie – bez zarzutu. Nie znaleźliśmy żadnych śladów korozji czy utlenienia. Wahacz i łożyska główki ramy sprawiały wrażenie niemal fabrycznie nowych, to samo odnosiło się do osi wahacza. Na tych częściach nie były widoczne negatywne skutki działania wody, mimo że Fazer często jeździł w deszczu i wielokrotnie był myty wodą pod ciśnieniem. Panewki wału korbowego wykazywały minimalne ślady zużycia. Tylko jedna z nich miała wady obróbki powierzchniowej, co jednak nie pociągnęło za sobą zwiększonego zużycia. Koła zębate skrzyni biegów i wodziki wyglądały jak nowe. Koła łańcuchowe nie wykazywały śladów zużycia, a i łańcuchowi było jeszcze daleko do granicy tolerancji. Przy czym w trakcie testu rygorystycznie pilnowano, by wszyscy kierowcy testujący porządnie smarowali łańcuch. Test potwierdził, że zestaw napędowy – przynajmniej w przypadku Fazera – przy odpowiedniej konserwacji wystarczy nawet tak mocnemu silnikowi na ponad 25 000 kilometrów.

Jedyną poważniejszą usterką było mocno zużyte sprzęgło – po przejechaniu dalszych 5000 kilometrów tarcze powinny zostać wymienione, podobnie jak zewnętrzny i wewnętrzny kosz sprzęgła. Nie trzeba było natomiast wymieniać klocków hamulcowych – przednie miały jeszcze 50%, a tylne 70% swojej grubości.

Z całą pewnością można stwierdzić, że FZS 1000 Fazer jest bardzo uniwersalnym, lecz także jest wyważonym i wytrzymałym motocyklem. Ogólne zużycie po 25 000 kilometrów było, pomijając sprzęgło, niewielkie. Pod względem technicznym motocykl nie zawiódł nas ani razu. Jeździliśmy Fazerem po mieście i wyprawialiśmy się nim na przejażdżki, i podróżowaliśmy na nim ze średnią prędkością, i pokonywaliśmy długie odcinki autostrad, wypróbowaliśmy go nawet na torze wyścigowym – wszędzie bez zarzutu wspierał swojego właściciela.

Link do całego artykułu i zdjęć: http://www.motocykl-online.pl/testy/Yam ... Fazer_2003
Zmieniać poglądy bez przymusu-świadectwo rozwoju;pod przymusem-sztuka przystosowania, też wysiłek. www.polishbanditcrew.pl
Demoludy-->Jincheng Knight-->GS 500E-->Bandit 600S-->Fazer 1000-->...cdn?

Awatar użytkownika
MiiL
Kandydat
Kandydat
Posty: 37
Rejestracja: wt wrz 14, 2010 11:21 am
Imię: Krzyś
Sprzęt: SV650 -> FZ1->CBR1k
Lokalizacja: Kraków

Re: Yamaha Fazer 1000' 2003

Post autor: MiiL » pn cze 18, 2012 6:42 pm

Jestem szczęśliwym posiadaczem fazerka 2006 i powiem, że jestem bardzo zadowolony.
Pierwsze spalanie na trasie to 6l. przedział od 90-140. Miasto od świateł do świateł więcej niż 8 nie papusiał.
Trasa wygodny, lecz zalecana jakakolwiek szybka gdyż naked nadaje się na średnio długie trasy jeśli chodzi o komfort.
V max z szybką która mi pękła to 280.
Co do danych technicznych wikipedia powiada tak :

Kod: Zaznacz cały

 http://en.wikipedia.org/wiki/Yamaha_FZ1
Na miasto również się nadaje mały zwrotny i nawet się wkręca od 4 tys. idzie od 6 jedzie od 8 zaczyna się zabawa

Jedyny minus jaki narazie dostrzegam to słaby dół :( lecz to rząd :)
الحرية هي دراجة نارية

ODPOWIEDZ