W sumie to nic wielkiego, naprawdę, kwestia bardziej doboru trasy niż prędkości (zabudowane w PL 70-80, na SK 60, niezabudowane powiedzmy 120, w porywach 140, oczywiście tam, gdzie się da - to wszystko oczywiście uśredniając
A doboru trasy, bo dla mnie subiektywnie jeżdżenie po Podhalu, tych wszystkich Żywcach, Salmopolach itp ujach-mujach to jest rzeźba w gównie - oczywiście są to przyjemne miejsca, ale są to w zasadzie permamanente tereny zabudowane i do tego najczęściej duże natężenie ruchu. Męczy mnie to strasznie.
Dlatego wolę na SK i to ostatnio nawet preferując przejścia na wschód od Jurgowa, a w PL drogi 74/94 na (pn)wsch i wariacje z nimi związane.
Przykładowo ta ostatnia pętelka zajęła nam powiedzmy (mieszkamy w różnych punktach) od około 8:30 do około 18-18:30, co około 80-100 km robiliśmy przerwę 20-30 min (z tankowaniem lub bez). Gdyby zaplanować trasę z obiadkiem, wyszłoby raptem z pół godziny postoju więcej.
Dupa nieco boli pod koniec dnia, to fakt, ale jak widzisz nie jest to chyba zamordyzm - na całodniowym tripie po Podhalu zrobisz 200-300 km, a w inne strony nieco więcej (i przyjemniej), ot co...
No i oczywiście trzeba lubić tą formułę - żadnego zwiedzania, głównie siodło!

