Policho pisze:Czy Policja może ukarać mandatem za utrudnianie ruchu tramwajowi, który defakto wg. przepisów ma pierwszeństwo?
Może, ale na zasadach ogólnych, czyli tak samo jak za utrudnianie ruchu komukolwiek innemu. Tylko trzeba wziąć pod uwagę co tak naprawdę jest utrudnianiem ruchu, jak ktoś będzie jechał w sposób który uniemożliwia przejechanie tramwajowi, choć spokojnie mógłby np. przytulić się do prawej strony i go przepuści, to pewnie tak, natomiast jak stoisz w korku na lewym pasie(na torowisku) i nie masz możliwości opuszczenia go, ani jazdy do przodu, bo prawy jest zajęty to nie jest to żadnym utrudnianiem ruchu. Oczywiście w miarę możliwości powinniśmy ustąpić pierwszeństwa tramwajowi, usuwając się z torowiska, gdy tylko pojawi się na to okazja.
Policho pisze:Jeśli mogąc poruszać się wolną częścią jezdni jedziemy torowiskiem lub stoimy w całości albo tylko częściowo na torowisku i tramwaj uderzy nas z tyłu/z boku (ma pierwszeństwo) to kto będzie winny?
Jak ze wszystkim - "to zależy" - jeśli staliśmy tam od dłuższego czasu, tak by motorniczy miał czas na reakcję i wyhamowanie składu, to wina szynowca. Jeśli natomiast zjechaliśmy i zatrzymaliśmy się na tyle "późno" że zmuszamy tego drugiego do gwałtownego hamowania(biorąc jeszcze pod uwagę, że tramwaj to nie auto i żeby się zatrzymać potrzebuje zdecydowanie więcej miejsca) to sorry, ale jesteśmy sprawcą kolizji.
Policho pisze:Stoimy na skrzyżowaniu na torowisku do skrętu w lewo. Z tyłu nadjeżdża tramwaj i ma pierwszeństwo. Powinniśmy mu ustąpić drogi, zjechać na bok itp. ale nie mamy jak tego zrobić. Czy możemy dostać mandat? Czy będziemy winni gdy tramwaj uderzy nas z tyłu?
Możemy, ale tylko w miejscach gdzie jest to zabronione, czyli np. Starowiślna, Straszewskiego, czy odcinek Kalwaryjskiej pod Koroną, z tym że mandat możemy tam dostać nie za "stanie na torach" a za przekroczenie linii ciągłej/wjazd na powierzchnię wyłączoną ruchu, bo takie tam są wymalowane(i być może o takiej właśnie sytuacji myślał policjant z Twojego pierwszego postu). Co do winy, to j/w, zależy od tego jak "gwałtownie" się tam znaleźliśmy i czy drugi uczestnik ruchu miał czas na hamowanie.
Policho pisze:Na skrzyżowanie z podporządkowanej wjeżdża bezmyślnie kierowca nie mogąc go opuścić bo nie ma na to miejsca po drugiej stronie, więc zatrzymuje się zastawiając częściowo drogę samochodom jadącym z pierwszeństwem. Po chwili, powiedzmy po 5 sekundach od zatrzymania się niefortunnego kierowcy nadjeżdża auto z kierunku z pierwszeństwem i bez namysłu ładuje z stojący samochód. Przyjeżdża Policja i każe mandatem kierowcę, który wjechał na skrzyżowanie nie mogąc go opuścić i nie ważne, że nadjeżdżający mógł przecież spokojnie zahamować. [/b]
No to od tego są Sądy, żeby w takich sytuacjach walczyć o swoje, policja zazwyczaj działa z automatu i wali mandat/winę po najniższej linii oporu bez zastanawiania się nad rzeczywistym przebiegiem sytuacji. Co prawda te 5 sekund to nie wydaje się jakoś szczególnie dużo, ale wszystko sprowadza się do wykazania(świadkowie, nagranie z kamerki/monitoringu miejskiego) że my staliśmy, a tamten drugi mógł spokojnie wyhamować, nie można od tak po prostu sobie w kogoś wjechać bo tamten drugi źle stanął...
Salomonowym rozwiązaniem wydaje się tutaj uznanie winy tego który wjechał w stojące auto i mandat za wjazd na skrzyżowanie bez możliwości jego opuszczenia, dla drugiego kierowcy. Jakkolwiek ciężko jest rozstrzygać o rozwiązaniu, nie znając dokładnego przebiegu i okoliczności zdarzenia.