Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
Moderator: leon
-
wojtas
- GP

- Posty: 370
- Rejestracja: czw maja 18, 2006 8:19 pm
- Imię: wojtek
- Sprzęt: X11 > BMW K1300R
- Lokalizacja: kraków
Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
Ponieważ doszło nieoczekiwanie do pewnych komplikacji a mianowicie z przyczyn niezależnych musieliśmy rozdzielić się na starcie – Biniu wyjechał zgodnie z planem w piątek rano a ja rozpocząłem pościg dopiero o 13.00 – trasa została przyjęta zgodnie z planem nominalnym czyli:
http://goo.gl/maps/9Fz9l
w punktach E i G są kempingi / noclegi (mój dolot do Słowenii był trochę inny).
Tak więc objuczyłem sprzęta koło południa – wbiłem w nawi Pivka Jama, Veliki Otok 50 – Słowenia > 900 kilometrów, przewidywany czas dotarcia 22.15.
Nic to – ruszam, plan jest prosty – trzeba jechać, drogi tylko szerokie klasy highway:
https://goo.gl/maps/97wJo
Traska jak dla mnie jest git – szeroka i szybka, ale położona dość malowniczo i za każdym razem kiedy ją pokonuję jest mi dobrze.
Czechy – wiadomo, Austria, odcinki prawie alpejskie – wiadomo. Pogoda doskonała – ciepło, słonecznie, wypinam podpinkę z kurtki – trochę za ciepło. Przelot standardowy – od tankowania do tankowania czyli coś pomiędzy 250 a 300 kilometrów na jednym zbiorniku. W trakcie drogi dochodzę do wniosku, że czas jaki tracę na tankowanie jest większy niż to co mogę teoretycznie stracić jadąc z mniejszą prędkością więc ustalam odrobinę niższą prędkość przelotową na 140 – 160 wydłużając tym samym zasięg i ograniczając liczbę tankowań co najmniej o jedno. Mam kawkę, redbulle i inne napoje ale pogoda jest optymalna więc nawet nie mam pragnienia – trochę kawki, redbull, przed wyjazdem zakąsiłem w domu pysznego kotleta więc głód mi nie doskwiera – nic tylko jechać . No mogło by może tylko tak nie wiać bo chwilami faktycznie napór wiatru jest nie przyjemny.
Mając jakieś 10 km do pola namiotowego zatrzymuję się - zgodnie z wcześniej obmyślonym planem – na stacji benzynowej przy zjeździe z autostrady celem nabycia napoju chmielowego, który będzie zwieńczeniem dzisiejszej drogi. Zanim wejdę na stację zadzwonię może do Binia – no i zonk – Biniu mówi, że w tym kraju nie sprzedają alkoholu po 21.00 – patrzę na zegarek, 21.10 – niech to szlak. No ale kompan pomyślał o koledze i przekazuje mi najlepszą wiadomość dnia – „mam dla ciebie browarek, zdążyłem zakupić jeszcze przed godziną policyjną .”
Jeszcze mała motanina z dojazdem na pole – wjechałem do lasu będącego w trakcie wyrębu i myślę sobie – no nie, to nie może być ta droga – a jednak, to ta – po konsultacji telefonicznej wracam do lasu i po kilku minutach widzę światełka na końcu drogi – jesteśmy uratowani.
Przybijam piątkę z Biniem – zapijam pysznego browarka, przegryzam kabanosem jednocześnie omawiając dzisiejszy dzień i rozstawiając pałatkę.
Plan na jutro prosty – bez napinki – do przejechania coś koło 360 kilometrów głównie po magistrali więc nie będziemy się zrywać jakoś wcześnie.
Dziś było przednio – 910 kilometrów przebiegu, 9 godzin w siodle – piękna pogoda, doskonałe towarzystwo na mecie – zapowiada się kolejny przyjemny weekend.
Dzień 2. Sobota.
Pobudka po rześkiej nocy (w porównaniu do następnej to wręcz upalnej) o godzinie – cholera, o której my właściwie wstaliśmy – chyba coś pomiędzy 7.00 a 8.00. Mała toaleta, składnie pałatek, pakowanie no i w drogę. Pogoda zapowiada się doskonale – lekko zachmurzone niebo ale słonecznie, jak się potem okazało temperatura w przedziale 23 – 27 stopni. Lekki wietrzyk (nie tak mocny jak wczoraj na szczęście).
Lecimy na Rijekę na a potem już standard – droga nr 8 aż do Starigradu gdzie będziemy kierowali się w stronę Plitvickich Jezior.
Cóż można powiedzieć o podróży po magistrali – niezmiennie od ładnych paru lat – za każdym razem kiedy oczom moim ukazuje się Adriatyk miska nabiera półokrągłych kształtów i nie mówię tu o misce olejowej w motocyklu.
Niezmiennie klimat, otoczenie, sama droga, asfalcik, winkle – w przyszłym roku też tam pojadę.
Na polu namiotowym meldujemy się coś pomiędzy 17.00 a 18.00. Po drodze oczywiście postoje w tym dwa dłuższe – na polu namiotowym w Sibinj (tam ja zwykle ląduję w trakcie moich wypraw) na drugie śniadanie i w Karlobagu na kawkę (też jak zwykle). Tuż przed Borje okazuje się że mamy ładnych parę kilometrów szuterku bo ktoś zapomniał położyć nową nawierzchnię na drodze ale daliśmy jakoś radę – ja chwilami już widziałem oczami wyobraźni piękna ranę ciętą na którejś z opon będącą efektem spotkania z licznymi sporych rozmiarów kamieniami rozsypanymi na czymś co kiedyś było asfaltem.
Doś przykurzeni zatrzymujemy się przy markecie, robimy zakupy - zupa chmielowa oczywiście - plus inne mniej istotne drobiazgi typu chleb i wędlina.
Pole lux – rozbijamy namioty pod sporymi sosnami w zagajniku ze stolikiem i ławeczkami, motocykle parkujemy tuż przy namiotach na wyasfaltowanej dojazdówce – tu nam będzie dobrze.
Zaplecze sanitarne lepsze niż w niejednym hotelu/pensjonacie w jakich miewałem okazję bywać.
Biniu w pewnym momencie mówi, że idzie jeszcze do sklepiku – ja się pytam po co? On mi mówi że weźmie jeszcze po piwku, ja mu mówię – co ty, mamy już po 4, a on mi mówi – najwyżej zostaną na później. No i to był błąd – kto po 4 piwach zostawia piąte na później .
Po długich wieczornych Polaków rozmowach przy piwku, zalegliśmy w namiotach no i się zaczęło. Do pierwszej wizyty „na stronie” było ok, ale potem odniosłem nieodparte wrażenie, że jest rześko, w którymś momencie – po założeniu na siebie wszystkiego co miałem pod ręką włącznie z podpinkami z kurtki i spodni – doszedłem do wniosku, że jest zimno. Do tego – nie wiedzieć dlaczego – wystąpił u mnie ból głowy. No i tak jakoś zleciało do 6.00 – pobudka – zza sosen wyziera lekko słonko a na termometrze 3 stopnie.
Ja na dzień dobry 3 x apap – po kilku minutach od razu lepiej.
No i co – toaleta, pakowanie, śniadanie i na koń – dzisiaj powrót, nawi mówi że 900 kilometrów i tak też się okazało już w Krakowie.
Jedziemy na Zagrzeb – potem Węgry, Słowacja – wiadomo, wszystko dobrze, tylko zajęło nam to 11,5 godziny, nie dzidowaliśmy jakoś szczególnie ale w zamian zasięg na jednym zbiorniku oscylował na poziomie 300 km, ostatni zbiornik – u mnie 300 kilometrów na liczniku a tu nawet rezerwa się nie zapaliła – hmm, chyba się już starzeję .
Po drodze jeszcze krótki postój w Plitvickich – lekko zza krzaka polukaliśmy z góry no i co – w drogę, bo wiadomo – trzeba jechać.
Zgodnie z przewidywaniami – na wysokości Budapesztu zamykamy wszystkie otwory wentylacyjne w kurtkach i spodniach – z wrodzonej niechęci do tej czynności nie gumujemy się jednak – i tak chwilami aż do Słowacji przyjmujemy z przerwami większe lub mniejsze ilości deszczu.
Do Krakowa docieramy o 21.00 – przybijamy piątkę na satcji Arge przy Zakopiance i lecimy na chatę – weekend należy uznać za udany. U mnie do przodu 2170 kilometrów.
Fotki – nie za dużo ale zawsze
https://plus.google.com/photos/11455454 ... LXi-p6KkAE
http://goo.gl/maps/9Fz9l
w punktach E i G są kempingi / noclegi (mój dolot do Słowenii był trochę inny).
Tak więc objuczyłem sprzęta koło południa – wbiłem w nawi Pivka Jama, Veliki Otok 50 – Słowenia > 900 kilometrów, przewidywany czas dotarcia 22.15.
Nic to – ruszam, plan jest prosty – trzeba jechać, drogi tylko szerokie klasy highway:
https://goo.gl/maps/97wJo
Traska jak dla mnie jest git – szeroka i szybka, ale położona dość malowniczo i za każdym razem kiedy ją pokonuję jest mi dobrze.
Czechy – wiadomo, Austria, odcinki prawie alpejskie – wiadomo. Pogoda doskonała – ciepło, słonecznie, wypinam podpinkę z kurtki – trochę za ciepło. Przelot standardowy – od tankowania do tankowania czyli coś pomiędzy 250 a 300 kilometrów na jednym zbiorniku. W trakcie drogi dochodzę do wniosku, że czas jaki tracę na tankowanie jest większy niż to co mogę teoretycznie stracić jadąc z mniejszą prędkością więc ustalam odrobinę niższą prędkość przelotową na 140 – 160 wydłużając tym samym zasięg i ograniczając liczbę tankowań co najmniej o jedno. Mam kawkę, redbulle i inne napoje ale pogoda jest optymalna więc nawet nie mam pragnienia – trochę kawki, redbull, przed wyjazdem zakąsiłem w domu pysznego kotleta więc głód mi nie doskwiera – nic tylko jechać . No mogło by może tylko tak nie wiać bo chwilami faktycznie napór wiatru jest nie przyjemny.
Mając jakieś 10 km do pola namiotowego zatrzymuję się - zgodnie z wcześniej obmyślonym planem – na stacji benzynowej przy zjeździe z autostrady celem nabycia napoju chmielowego, który będzie zwieńczeniem dzisiejszej drogi. Zanim wejdę na stację zadzwonię może do Binia – no i zonk – Biniu mówi, że w tym kraju nie sprzedają alkoholu po 21.00 – patrzę na zegarek, 21.10 – niech to szlak. No ale kompan pomyślał o koledze i przekazuje mi najlepszą wiadomość dnia – „mam dla ciebie browarek, zdążyłem zakupić jeszcze przed godziną policyjną .”
Jeszcze mała motanina z dojazdem na pole – wjechałem do lasu będącego w trakcie wyrębu i myślę sobie – no nie, to nie może być ta droga – a jednak, to ta – po konsultacji telefonicznej wracam do lasu i po kilku minutach widzę światełka na końcu drogi – jesteśmy uratowani.
Przybijam piątkę z Biniem – zapijam pysznego browarka, przegryzam kabanosem jednocześnie omawiając dzisiejszy dzień i rozstawiając pałatkę.
Plan na jutro prosty – bez napinki – do przejechania coś koło 360 kilometrów głównie po magistrali więc nie będziemy się zrywać jakoś wcześnie.
Dziś było przednio – 910 kilometrów przebiegu, 9 godzin w siodle – piękna pogoda, doskonałe towarzystwo na mecie – zapowiada się kolejny przyjemny weekend.
Dzień 2. Sobota.
Pobudka po rześkiej nocy (w porównaniu do następnej to wręcz upalnej) o godzinie – cholera, o której my właściwie wstaliśmy – chyba coś pomiędzy 7.00 a 8.00. Mała toaleta, składnie pałatek, pakowanie no i w drogę. Pogoda zapowiada się doskonale – lekko zachmurzone niebo ale słonecznie, jak się potem okazało temperatura w przedziale 23 – 27 stopni. Lekki wietrzyk (nie tak mocny jak wczoraj na szczęście).
Lecimy na Rijekę na a potem już standard – droga nr 8 aż do Starigradu gdzie będziemy kierowali się w stronę Plitvickich Jezior.
Cóż można powiedzieć o podróży po magistrali – niezmiennie od ładnych paru lat – za każdym razem kiedy oczom moim ukazuje się Adriatyk miska nabiera półokrągłych kształtów i nie mówię tu o misce olejowej w motocyklu.
Niezmiennie klimat, otoczenie, sama droga, asfalcik, winkle – w przyszłym roku też tam pojadę.
Na polu namiotowym meldujemy się coś pomiędzy 17.00 a 18.00. Po drodze oczywiście postoje w tym dwa dłuższe – na polu namiotowym w Sibinj (tam ja zwykle ląduję w trakcie moich wypraw) na drugie śniadanie i w Karlobagu na kawkę (też jak zwykle). Tuż przed Borje okazuje się że mamy ładnych parę kilometrów szuterku bo ktoś zapomniał położyć nową nawierzchnię na drodze ale daliśmy jakoś radę – ja chwilami już widziałem oczami wyobraźni piękna ranę ciętą na którejś z opon będącą efektem spotkania z licznymi sporych rozmiarów kamieniami rozsypanymi na czymś co kiedyś było asfaltem.
Doś przykurzeni zatrzymujemy się przy markecie, robimy zakupy - zupa chmielowa oczywiście - plus inne mniej istotne drobiazgi typu chleb i wędlina.
Pole lux – rozbijamy namioty pod sporymi sosnami w zagajniku ze stolikiem i ławeczkami, motocykle parkujemy tuż przy namiotach na wyasfaltowanej dojazdówce – tu nam będzie dobrze.
Zaplecze sanitarne lepsze niż w niejednym hotelu/pensjonacie w jakich miewałem okazję bywać.
Biniu w pewnym momencie mówi, że idzie jeszcze do sklepiku – ja się pytam po co? On mi mówi że weźmie jeszcze po piwku, ja mu mówię – co ty, mamy już po 4, a on mi mówi – najwyżej zostaną na później. No i to był błąd – kto po 4 piwach zostawia piąte na później .
Po długich wieczornych Polaków rozmowach przy piwku, zalegliśmy w namiotach no i się zaczęło. Do pierwszej wizyty „na stronie” było ok, ale potem odniosłem nieodparte wrażenie, że jest rześko, w którymś momencie – po założeniu na siebie wszystkiego co miałem pod ręką włącznie z podpinkami z kurtki i spodni – doszedłem do wniosku, że jest zimno. Do tego – nie wiedzieć dlaczego – wystąpił u mnie ból głowy. No i tak jakoś zleciało do 6.00 – pobudka – zza sosen wyziera lekko słonko a na termometrze 3 stopnie.
Ja na dzień dobry 3 x apap – po kilku minutach od razu lepiej.
No i co – toaleta, pakowanie, śniadanie i na koń – dzisiaj powrót, nawi mówi że 900 kilometrów i tak też się okazało już w Krakowie.
Jedziemy na Zagrzeb – potem Węgry, Słowacja – wiadomo, wszystko dobrze, tylko zajęło nam to 11,5 godziny, nie dzidowaliśmy jakoś szczególnie ale w zamian zasięg na jednym zbiorniku oscylował na poziomie 300 km, ostatni zbiornik – u mnie 300 kilometrów na liczniku a tu nawet rezerwa się nie zapaliła – hmm, chyba się już starzeję .
Po drodze jeszcze krótki postój w Plitvickich – lekko zza krzaka polukaliśmy z góry no i co – w drogę, bo wiadomo – trzeba jechać.
Zgodnie z przewidywaniami – na wysokości Budapesztu zamykamy wszystkie otwory wentylacyjne w kurtkach i spodniach – z wrodzonej niechęci do tej czynności nie gumujemy się jednak – i tak chwilami aż do Słowacji przyjmujemy z przerwami większe lub mniejsze ilości deszczu.
Do Krakowa docieramy o 21.00 – przybijamy piątkę na satcji Arge przy Zakopiance i lecimy na chatę – weekend należy uznać za udany. U mnie do przodu 2170 kilometrów.
Fotki – nie za dużo ale zawsze
https://plus.google.com/photos/11455454 ... LXi-p6KkAE
BMW K1300R - nowy wymiar jazdy
-
Biniu
- KGP 260

- Posty: 867
- Rejestracja: pt sty 06, 2012 9:01 pm
- Imię: Bartek
- Sprzęt: CB 1000 R
- Lokalizacja: Kraków
Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
Czuję, że pasowałoby napisać słowo relacji z pierwszego dnia jako uzupełnienie Wojtasa relacji
Cóż, w zasadzie droga do przebycia była taka sama. Wojtas zaoszczędził około 5,5 godziny. Pozostaje zatem pytanie gdzie ja to zgubiłem. Jak pewnie wszyscy się domyślacie nie jechałem na tą okoliczność 60km/h 
Już kiedyś wyraziłem swoją obinię na temat jazdy po bocznych drogach na Słowenii. Jak dla mnie jest bosko. Póki z jakiegoś powodu nie będę musiał śmigać autostradą to tego nie zrobię. Do tego należy dołożyć super szybkie drogi u Madziarów. Nie wiem czy oni tam policji nie mają czy co jest na rzeczy, ale można spokojnie odwijać podobnie jak na autostradach a drogi są puste. Pozostaje jeszcze powolna Słowacja. No to to szału nie było. Jak zawsze 50/90/50/90 i tak aż się dojedzie do autostrady.
Powoli zlepiam z całość mój film z tego wyjazdu. Chciałbym choć raz aby obraz opowiedział tą krótką historię. Niestety idzie mi to dość powoli.
W telegraficznym skrócie zatem jak wyglądał mój pierszy dzień?
Wszystko szło dobrze. Kilometry nawijały się same, pogoda piękna. Do czego by się tu doczepić? O jest ten piątek okazał się pierwszym dzniem pylenia czegośtam. Zwykle w roku są takie dwa może trzy dni, że bez lekarstw ciężko mi się obyć. Dlaczego to akurat dziś. Katar, łzy, katar, łzy i tak z małymi przerwami. Co oni tam urawiają na tej Słowacji? Po trasie były miejsca lepsze i gorsze. Pomyślałem, że u Maziarów mi przejdzie. Niestety wjeżdżając do Słowenii postanowiłem kupić jakiś alertek. Pinlock przestawał być przeźroczysty więc żarty się skończyły. W Murskiej Sobocie wbiłem w GPSa aptekę i bezbłędnie trafiłem. Claritina kosztuje tyle co u nas tylko waluta inna, ale czułem się uratowany. Niestety jak się później okazało dopiero kolejnego ranka miało mi przyblokować katar w wystarczającym stopniu. Ale cóż - takie życie. Trafiłem w Murskiej Sobocie również na super fajny Kebab. Zamówiłem usiadłem. Oczekiwanie umilił mi właściciel przynosząc mi w prezencie super zmrożoną wodę. Fajnie tak. Chyba widział, że trochę walczę z pyłkami kwiatowymi. Cała reszta trasy upłynęła spokojnie. Winkiel w prawo, winkiel w lewo i tak cały czas. Myślę, że to tutaj "zgubiłem" największą ilość czasu. Jak ja uwielbiam Słowenię.
Po dojechaniu na miejsce rozeznałem temat sklepów. Pan dobrze mówiący po angielsku poinformował mnie, że sklepy zamykają o 21. Szkoda, że nie wspomniał o tym, że po 21 jest zakaz sprzedaży alkoholu. Ja wpadłem na stację benzynową o 21:03. Nie ma Panie - system nie przepuści. O nie. Nie było takiej możliwości aby po przejechaniu 900km nie wysączyć browarka. Dałem Panu stacyjkowemu cash i poprosiłem aby sobie nabił na kasę jak system mu będzie puszczał. Da się? A co by nie - przecież przyjechałem z Polski. Kreatywność wrodzona. Tak oto stałem się posiadaczem cennego trunku. Wróciłem na kemping. Kilka chwil po rozłożeniu domku dojechał Wojtas. Reszta wieczoru upłynęła na rozmowch. Pozostałę dwa dni wg relacji Wojtasa - nie będę tworzył konkurencyjnej opowieeści.
Resztę niech opowie film który składam
Dzięki Wojtas za towarzystwo. Pomimo porównań do raczenia się metanolem, ja pozostaję fanem szybkich i konkretnych przejazdów
Już kiedyś wyraziłem swoją obinię na temat jazdy po bocznych drogach na Słowenii. Jak dla mnie jest bosko. Póki z jakiegoś powodu nie będę musiał śmigać autostradą to tego nie zrobię. Do tego należy dołożyć super szybkie drogi u Madziarów. Nie wiem czy oni tam policji nie mają czy co jest na rzeczy, ale można spokojnie odwijać podobnie jak na autostradach a drogi są puste. Pozostaje jeszcze powolna Słowacja. No to to szału nie było. Jak zawsze 50/90/50/90 i tak aż się dojedzie do autostrady.
Powoli zlepiam z całość mój film z tego wyjazdu. Chciałbym choć raz aby obraz opowiedział tą krótką historię. Niestety idzie mi to dość powoli.
W telegraficznym skrócie zatem jak wyglądał mój pierszy dzień?
Wszystko szło dobrze. Kilometry nawijały się same, pogoda piękna. Do czego by się tu doczepić? O jest ten piątek okazał się pierwszym dzniem pylenia czegośtam. Zwykle w roku są takie dwa może trzy dni, że bez lekarstw ciężko mi się obyć. Dlaczego to akurat dziś. Katar, łzy, katar, łzy i tak z małymi przerwami. Co oni tam urawiają na tej Słowacji? Po trasie były miejsca lepsze i gorsze. Pomyślałem, że u Maziarów mi przejdzie. Niestety wjeżdżając do Słowenii postanowiłem kupić jakiś alertek. Pinlock przestawał być przeźroczysty więc żarty się skończyły. W Murskiej Sobocie wbiłem w GPSa aptekę i bezbłędnie trafiłem. Claritina kosztuje tyle co u nas tylko waluta inna, ale czułem się uratowany. Niestety jak się później okazało dopiero kolejnego ranka miało mi przyblokować katar w wystarczającym stopniu. Ale cóż - takie życie. Trafiłem w Murskiej Sobocie również na super fajny Kebab. Zamówiłem usiadłem. Oczekiwanie umilił mi właściciel przynosząc mi w prezencie super zmrożoną wodę. Fajnie tak. Chyba widział, że trochę walczę z pyłkami kwiatowymi. Cała reszta trasy upłynęła spokojnie. Winkiel w prawo, winkiel w lewo i tak cały czas. Myślę, że to tutaj "zgubiłem" największą ilość czasu. Jak ja uwielbiam Słowenię.
Po dojechaniu na miejsce rozeznałem temat sklepów. Pan dobrze mówiący po angielsku poinformował mnie, że sklepy zamykają o 21. Szkoda, że nie wspomniał o tym, że po 21 jest zakaz sprzedaży alkoholu. Ja wpadłem na stację benzynową o 21:03. Nie ma Panie - system nie przepuści. O nie. Nie było takiej możliwości aby po przejechaniu 900km nie wysączyć browarka. Dałem Panu stacyjkowemu cash i poprosiłem aby sobie nabił na kasę jak system mu będzie puszczał. Da się? A co by nie - przecież przyjechałem z Polski. Kreatywność wrodzona. Tak oto stałem się posiadaczem cennego trunku. Wróciłem na kemping. Kilka chwil po rozłożeniu domku dojechał Wojtas. Reszta wieczoru upłynęła na rozmowch. Pozostałę dwa dni wg relacji Wojtasa - nie będę tworzył konkurencyjnej opowieeści.
Resztę niech opowie film który składam
Dzięki Wojtas za towarzystwo. Pomimo porównań do raczenia się metanolem, ja pozostaję fanem szybkich i konkretnych przejazdów
-
wojtas
- GP

- Posty: 370
- Rejestracja: czw maja 18, 2006 8:19 pm
- Imię: wojtek
- Sprzęt: X11 > BMW K1300R
- Lokalizacja: kraków
Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
BMW K1300R - nowy wymiar jazdy
Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
No panowie elegancko!
W przyszłym roku trzeba wreszcie zgrać się razem. Chociaż ja szczerze mówiąc myślę o troszkę dłuższym tripie, ale żeby pojeździć trochę więcej ogólnie po całych Bałkanach... Pomyślcie o tym! 
-
Biniu
- KGP 260

- Posty: 867
- Rejestracja: pt sty 06, 2012 9:01 pm
- Imię: Bartek
- Sprzęt: CB 1000 R
- Lokalizacja: Kraków
Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
Ja już byłem
Teraz weekendowy wyjazd na Nordcap
Potem śladami Fileas'a Fogga w miesiąc dookoła swiata
Żartuję oczywiście. Ja bałkany bardzo chętnie zwiedzam. Tylko tam trzeba troche wolniej i mniej dziennie km aby nacieszyć się słońcem, łyknąć trochę wina, dobrze zjeść, ale zalecieć za jeden dzień się da.... 
Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
No właśnie dlatego mówię, że trochę dłuższy trip bym chciała zrobić... Np 10 dni...
Biniu skoro już tam byłeś to niech będzie, pozwalam Ci, możesz zostać moim przewodnikiem. 
-
Biniu
- KGP 260

- Posty: 867
- Rejestracja: pt sty 06, 2012 9:01 pm
- Imię: Bartek
- Sprzęt: CB 1000 R
- Lokalizacja: Kraków
Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
Tadammmm 
Jest na YT moja produkcja filmowa.
Wielkim filmowcem już raczej nie zostanę, ale poglądowo widać co robiliśmy i w jakich okolicznościach przyrody.
Panie i Panowie przed Wami Wojtas i Biniu w filmie "Chorwacja motocyklem 2014"
http://youtu.be/1PAzKjULvVc
Klikamy "słoneczko" i ustawiamy 1080HD
Jest na YT moja produkcja filmowa.
Wielkim filmowcem już raczej nie zostanę, ale poglądowo widać co robiliśmy i w jakich okolicznościach przyrody.
Panie i Panowie przed Wami Wojtas i Biniu w filmie "Chorwacja motocyklem 2014"
http://youtu.be/1PAzKjULvVc
Klikamy "słoneczko" i ustawiamy 1080HD
-
chomik
- Przyjaciel

- Posty: 90
- Rejestracja: ndz paź 30, 2011 12:07 pm
- Sprzęt: kilofazer
- Lokalizacja: Kr
Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
Nice;)
Kiedy planuje uderzyć kolejny raz na tego typu wyjazd?
Kiedy planuje uderzyć kolejny raz na tego typu wyjazd?
-
Biniu
- KGP 260

- Posty: 867
- Rejestracja: pt sty 06, 2012 9:01 pm
- Imię: Bartek
- Sprzęt: CB 1000 R
- Lokalizacja: Kraków
Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
We czwartek najbliższy 
Kurcze znalazłem błąd ortograficzny w filmie - fanów języka przepraszam. Zrobię eksport filmiku jeszcze raz kiedyś, ale to potrwa...
Kurcze znalazłem błąd ortograficzny w filmie - fanów języka przepraszam. Zrobię eksport filmiku jeszcze raz kiedyś, ale to potrwa...
-
wojtas
- GP

- Posty: 370
- Rejestracja: czw maja 18, 2006 8:19 pm
- Imię: wojtek
- Sprzęt: X11 > BMW K1300R
- Lokalizacja: kraków
Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
Kurcze Biniu nie kuś - nie ma to jak dobry kawałek jazdy :-)Biniu pisze:We czwartek najbliższy...
BMW K1300R - nowy wymiar jazdy
-
chomik
- Przyjaciel

- Posty: 90
- Rejestracja: ndz paź 30, 2011 12:07 pm
- Sprzęt: kilofazer
- Lokalizacja: Kr
Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
Ja bym się ruszył gdzieś dalej tylko jeszcze nie utrafilłem w odpowiednie towarzystwo;]
wojtas pisze:Kurcze Biniu nie kuś - nie ma to jak dobry kawałek jazdy :-)Biniu pisze:We czwartek najbliższy...
-
NyNeK
- KGP 160

- Posty: 558
- Rejestracja: sob kwie 02, 2011 3:26 pm
- Imię: Dominik
- Sprzęt: Xl 1000, CR 250
- Lokalizacja: Okolice Krakowa
Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
Biniu dzięki za miłą chwilę spędzoną w pracy 
-
wojtas
- GP

- Posty: 370
- Rejestracja: czw maja 18, 2006 8:19 pm
- Imię: wojtek
- Sprzęt: X11 > BMW K1300R
- Lokalizacja: kraków
Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
Tak sobie siedzę i myślę, że trzeba by skoczyć do Chorwacji
.
Coś mi się wydaję, że pstryknę w pierwszy weekend września. Ponieważ myślę, żeby zahaczyć o Kotor to pewnie trzeba będzie wydłużyć ten weekend i wyruszyć w czwartek.
Jakby ktoś reflektował to poddaję pod rozwagę
https://goo.gl/maps/L4XNg
pzdr
Coś mi się wydaję, że pstryknę w pierwszy weekend września. Ponieważ myślę, żeby zahaczyć o Kotor to pewnie trzeba będzie wydłużyć ten weekend i wyruszyć w czwartek.
Jakby ktoś reflektował to poddaję pod rozwagę
https://goo.gl/maps/L4XNg
pzdr
BMW K1300R - nowy wymiar jazdy
Re: Weekendowy wyjazd - kierunek Chorwacja
Lecę sobie dzisiaj samolotem nad Bałkanami a pode mną ciągle chmuuury, chmuuuury, chmuuury... I mówię do Leona pół żartem: "Co tam takie chmury? Czyżby Wojtas zrobił sobie jakieś Bałkany weekendowo?". A tu bach... Pewnie sobie dzisiaj wracasz tradycyjnie w ulewach. 
